W ostatni weekend miałam okazję uczestniczyć w warsztatach prowadzonych przez Agnieszkę Stein. Spotkanie odbyło się w malowniczej części Szczecina, nad samym brzegiem Odry – w odrestaurowanym budynku Starej Rzeźni. Pracowaliśmy bardzo praktycznie, analizując realne przykłady uczestników. Dzień warsztatowy podzielony był na dwa 3-godzinne bloki: pierwszy dotyczył granic osobistych, drugi komunikacji z dziećmi. 

 

Dzisiaj podzielę się z Wami wrażeniami z części pierwszej. Chciałabym przekazać Wam absolutną esencję tego, co tam usłyszałam. Niestety nie jest to proste, bo prawie każde zdanie, które padło z ust pani Agnieszki, warte by było dłuższej refleksji. Podjęłam jednak wyzwanie i wybrałam 10 najważniejszych wniosków, a następnie dodałam do nich swój komentarz. Życzę Wam miłej lektury. Dajcie znać, czy chcielibyście więcej takich artykułów.

 

1. Granice zawsze są czyjeś.

Jeśli dobrze rozumiem, to chodzi tu o to, że nie ma bezpańskich granic. Każda jedna, zaznaczona granica, należy do konkretnej osoby. Mogą się one ścierać, mogą się pokrywać, ale zawsze mają właściciela. Jeśli przekraczasz to magiczne miejsce, wiedź, że naruszasz właśnie w czyjąś integralność. Wchodzisz na teren, który nie należy do ciebie i warto to uszanować. Ale spokojnie – Ty również masz swój prywatny teren, na którym jesteś zarządcą i stróżem. Warto skupić się na dbaniu o niego. 

2. Łatwiej jest dbać o swoje granice, kiedy dba się o nie na bieżąco.

Gdy nie wiesz, czego chcesz, co Cię rani, albo smuci, łatwo dajesz się wykorzystać i skrzywdzić. Ba! Czy to jeszcze jest wykorzystanie, skoro nie sygnalizujesz swojej woli (bo np. jej nie znasz)? A kiedy uświadomisz sobie, że ktoś naruszył Twoje granice, czujesz złość i obwiniasz tę drugą stronę. Ale przecież Ty nic nie mówiłaś (-eś)! Ta osoba nie wiedziała, że wchodzi na twoje terytorium. Może miała dobre intencje? Może chciała ci pomóc? Kto zatem Cię skrzywdził? Dużo prościej jest obronić swoje zdanie, wartości i granice, kiedy zrobimy to od razu – gdy tylko zauważymy pierwsze niepokojące sygnały. Łatwiej jest wtedy odmówić, czy poprosić. Bo kiedy sprawy zajdą już za daleko, potrzeba wiele odwagi, żeby wyraźnie zaznaczyć swoją wolę. 

3. Fakty nie wywołują emocji.

Samo mówienie o tym, co się wydarzyło ma raczej neutralny charakter – nie porusza, tak bardzo, jak subiektywna interpretacja. Mamy wpływ na naszą reakcję, bo to my nadajemy interpretację zdarzeniom. Emocje, które czujemy, też zależą od nas. Kiedy pierwszy raz o tym czytałam, nie mogłam tego zrozumieć – powszechnie uznaje się, że emocje pochodzą z zewnątrz, że są wywoływane przez innych ludzi. A jednak to nie jest tak! Jesteśmy jedynymi decydentami w sprawie tego, co czujemy. Możemy sami wybrać, co chcemy poczuć. Możemy zmieniać nasze nastawienie i sposób, w jaki reagujemy. Możemy też przesunąć nasze granice. 

4. Najczęściej to my sami naruszamy swoje granice.

No tak – jeśli my sami nie zadbamy o siebie, nikt nie zadba o nas. Nikt nie domyśli się, że czegoś potrzebujemy, czegoś nie lubimy albo coś nam przeszkadza. I możemy nawet dawać znaki niewerbalne (przewracanie oczami, znacząca mina), które są niby oczywiste, bo na nas działają. Ale chociaż my, jako dzieci, wiedzieliśmy, co oznacza każde jedno drgnięcie powieki naszej matki, czy ojca – nie możemy oczekiwać tego samego od naszych partnerów. To nie jest dojrzała komunikacja. Jeśli czegoś chcesz – powiedz o tym. Jeśli czegoś nie chcesz – nie ukrywaj tego. Dbanie o swoje granice, to mówienie wprost: czego mi brakuje, co lubię, czego nie lubię, co mi przeszkadza itd. Na świecie jest niewielu jasnowidzów – nie oczekujmy, że jednym z nich mieszka pod naszym dachem 😉

5. Sednem zrozumienia granic jest odróżnienie siebie od innych i wyobraźni od rzeczywistości.

Każdy ma swoje granice – jedni mówią o nich głośniej, inni liczą, że świat się domyśli. Najważniejsze to dowiedzieć, gdzie kończy się moja integralność, a zaczyna teren drugiego człowieka. Każdy człowiek ma prawo mieć granice tam, gdzie chce – dopóki nie narusza tym granic drugiego człowieka. Moje dziecko ma prawo mieć granice, gdzie indziej, niż jak bym tego chciała – ono jest oddzielną istotą, a nie moją częścią. Ja za to mogę mieć granice zupełnie, gdzie indziej, niż życzyliby sobie tego moi rodzice – bo jestem oddzielną istotą.  I pamiętajmy, że fakty nie wywołują emocji. Często wkładamy innym w usta swoje słowa, dopowiadamy sobie coś, domyślamy się, samodzielnie kręcimy filmy, według tylko sobie znanego scenariusza. Warto najpierw sprawdzać, czy to, co nam się wydaje, jest prawdą. Warto dopytać i doprecyzować, tak aby usłyszeć zdanie drugiej strony. To, co dzieje się w naszych głowach, niekoniecznie pokrywa się z rzeczywistością. 

6. W relacji dorosły-dziecko odzywają się granice, które w innych relacjach są nietknięte.

Oj tak! Dzieci to istoty posiadające wyjątkową moc poruszania najwrażliwszych strun u dorosłego. Nikt nie potrafi tak “dotknąć” rodzica, jak jego własne, prywatne dziecko. Tylko ono wie, gdzie uderzyć, żeby naprawdę zabolało – i to jest właśnie najcenniejsze. Dzieci to naturalni terapeuci. Rozgrzebują najbardziej bolesne rany, ale jeśli otworzymy się na ich komunikaty, możemy się wiele nauczyć. Dzieci nie cenzurują swoich reakcji (na szczęście!). Nie wiedzą, że mówiąc prawdę, mogą kogoś urazić – chcą tylko sprawić, żebyśmy je kochali i robią to w zaskakujący sposób. Przebywanie z nimi, słuchanie ich i budowanie relacji jest okazją do własnego rozwoju. Kiedy przyjmiesz, to co chce Ci przekazać dziecko, jako prezent, a nie jako brak szacunku – masz możliwość doskonalenia siebie i uleczenia własnych trudności z dzieciństwa. Żadna inna relacja Ci tego nie da. No, może tylko wieloletnia i kosztowna psychoterapia. 

7. Kiedy ktoś przekracza Twoją granicę, możesz zareagować mobilizacją lub zamrożeniem.

Są dwie reakcje na sytuację, w której Twoje granice są naruszane. Opcja pierwsza to mobilizacja organizmu – uruchamia się wtedy pierwotny mechanizm walki/ucieczki. Jesteś w pełni zmobilizowana(-y), Twój organizm przetacza więcej krwi, a Ty masz energię do dynamicznego zachowania. Możesz zadziałać agresywnie (walka), możesz też wycofać się z kontaktu (ucieczka). Druga opcja to zamrożenie – gdy nie wykazujesz spotęgowanych reakcji organizmu, nie uciekasz, ani nie walczysz, ale w środku przechodzisz katusze. Na zewnątrz spokój, wewnątrz huragan. Dużo zdrowiej, jest pozwolić emocjom na ujście. Uwolnić złość, frustrację czy rozczarowanie. Trzymając je w sobie, dajesz im możliwość spotęgowania siły i wywołania dużo bardziej niszczących konsekwencji. Także pamiętaj: emocje są po to, by je zauważyć.

8. Komunikowanie swoich granic osobie, która jest w trybie walki, nie ma sensu.

Hmm.. Pewnie słyszeliście o mózgu gadzim i klapce, która odpada w momencie stresu. Takie są fakty – kiedy czujemy silne pobudzenie albo dyskomfort (stres, złość, strach, głód) nie mamy energii na przetwarzanie dodatkowych informacji. To czysta genetyka, bo jeśli mózg odbiera sygnał, że życie jest zagrożone, to będzie skoncentrowany na przetrwaniu i nie będzie chciał wdawać się w dyskusje o moralności czy odpowiedzialności. Tak jest z dziećmi i tak jest z dorosłymi. Gdy jesteś w dużych nerwach, nie dotrą do Ciebie logiczne argumenty. Kiedy pokazujesz, gdzie zaczyna się Twoje terytorium komuś, kto czuje się zagrożony i jest agresywny, możesz nie zostać uszanowana (-y). Dlatego warto na bieżąco zaznaczać granice, a w sytuacjach podbramkowych poszukać skuteczniejszych rozwiązań. 

9. Możemy mieć granice, gdziekolwiek chcemy.

Po raz kolejny okazuje się, że mam więcej wpływu na moje życie, niż myślałam. Bo granice nie są potężnymi murami obronnymi – które stały tu od zawsze i będę stać do końca świata. To są bardziej lekkie, drewniane szlabany. Mogę je podnosić, żeby wpuścić osoby, którym ufam i opuszczać, gdy potrzebuję czuć się bezpiecznie. Kiedy znam swoje wartości i potrzeby, mogę swobodnie modyfikować granice. Mogę przesunąć je, kiedy chcę wesprzeć kogoś, kogo kocham, albo zadbać o swoją potrzebę łatwości. Mogę oddać część swojego terytorium osobie, na której bardzo mi zależy. Albo wyprosić kogoś, komu nie ufam. To ja siedzę w stróżówce i steruję szlabanem.

10. Można zadbać o swoje granice bez angażowania innych.

Nie masz całkowitego wpływu na to, czy inni powstrzymają się od wkraczania na Twój teren, ale to od ciebie zależy, czy w ogóle zauważą twoje granice. Możesz otwarcie mówić, o tym, że czegoś nie chcesz. Możesz zareagować wcześniej i nie dopuścić do konfliktowych sytuacji. Możesz przeanalizować swoje granice z samą(-ym) sobą i wybrać dla siebie najlepsze rozwiązanie. To Ty jesteś odpowiedzialna(y) za swój dobrostan. Nie potrzebujesz innych, aby zaopiekować się sobą. 

Tak wygląda moja próba podsumowania i analizy tego, co działo się w zeszłą sobotę. Jeśli temat Was zainteresował, polecam wybrać się do pani Agnieszki na warsztaty. W następnym poście napiszę Wam, o czym rozmawialiśmy na bloku tematycznym.