Integralność w nauce Juula przewija się bardzo często. W każdej relacji, w każdej sytuacji i przez całe życie chodzi o uszanowanie integralności – swojej i innych. A czym jest integralność? To wszystko, czym jesteśmy, co należy do nas i co o sobie wiemy: nasze ciało, jego części i procesy, sygnały (głód, ból), myśli, pomysły, uczucia, emocje, wrażenia, potrzeby i pragnienia. Dosłownie WSZYSTKO. Wszystko to, czym są dzieci, jest w porządku. I wszystko to, czym są dorośli, też jest w porządku. Wszystko to jest integralnością, którą należy respektować i chronić.

Najczęściej szanujemy integralność noworodków, jest to naturalne, że obserwujemy je i reagujemy na każdy sygnał. Przyjmujemy je z ciekawością – takie, jakie są. W pewnym momencie (gdy dziecko ma około 1,5 roku) tracimy to zainteresowanie. Zaczynamy je wychowywać, zmieniać, uczyć. Narzucamy swoje zdanie i odcinamy od swojej intuicji.

Naruszanie integralności to negowanie, lekceważenie lub ignorowanie emocji i potrzeb drugiej osoby. Często robimy to nieświadomie, mając dobre intencje. 

Co się dzieje, kiedy mama zaprzecza lękowi dziecka? Np. mówi: Nie bój się, to tylko malutki piesek, on ci nic nie zrobi. – Dziecko ufa mamie na 150%, więc przestaje ufać sobie. Zaczyna myśleć, że to, co ono czuje jest złe, że inni wiedzą lepiej. A co się dzieje, gdy rodzice lekceważą uczucia dziecka? Np. mówią: Oj, na pewno nie było tak strasznie, już nie przesadzaj.– Dziecko, które to słyszy traci pewność siebie i może nie będzie już chciało dzielić się swoimi uczuciami. 

Osoby, którym narzucano, co mają czuć i jak reagować, rezygnują z siebie, w imię miłości do bliskich (rodziców, partnerów). Zaczynają przyjmować informacje z zewnątrz, jako swoje. Często ulegają presji otoczenia, nie wiedzą, co czują i czego chcą, dają się zmanipulować. Czują się słabe, więc szukają wsparcia w innych. Są łatwym celem – nie bronią się, nie potrafią być asertywne, nie wiedzą, jak odmawiać. Nie ufają sobie. 

Okej, ale jak zadbać o integralność dziecka?

To, co może zrobić rodzic, to zauważyć dziecko takim, jakie jest. Uszanować jego inność i odrębność. Zaufać jego odczuciom i emocjom. Kiedy dziecko mówi, że nie jest głodne – nie namawiać do jedzenia. Kiedy mówi, że mu ciepło – nie zmuszać do zakładania swetra. Kiedy komunikuje, że nie jest zmęczone – nie kłaść na siłę spać. Zaufać dziecku, że wie, co czuje. Zaufać mu tak, aby ono samo mogło zaufać sobie.

Integralność rodziców jest równie ważna. Jako dorośli ludzie musimy zadbać o nią sami. 

A skąd wiadomo, że nasza integralność jest naruszana? Może to być trudne, jeśli w dzieciństwie była ona nagminnie naruszana. Możemy jednak docierać do niej powoli. Pytać siebie: czego chcę, co lubię, czego teraz potrzebuję, co jest dla mnie ważne?  To trudne pytania, ale odpowiedzieć możemy jedynie my sami. To nasza odpowiedzialność osobista.

Te odpowiedzi określą nasze osobiste granice, o które chcemy dbać. Nie są to jednak pancerne płoty odgradzające nas od bliskich – to raczej nasze prywatne, intymne limity. Możemy je zmieniać, przesuwać, negocjować, ale zawsze warto je znać i sprawdzać, gdzie przebiegają: Czy czuję się na siłach, aby iść na spacer? Czy przeszkadza mi ten bałagan? Czy mam teraz ochotę na zabawę z dzieckiem? Kiedy poszukamy w sobie odpowiedzi, będziemy wiedzieć, jak zadbać o naszą integralność.

Często na straży naszych granic stoją nieprzyjemne emocje: złość, smutek, wstręt – są jak alarm, gdy czujemy którąś z nich, warto pomyśleć: O co mi chodzi? Czego mi brakuje? Która moja granica jest naruszana?

Rodzic, który stara się dbać o swoją integralność, daje piękny dar dziecku, które na to patrzy. Jest dla niego przykładem, inspiracją i autorytetem. Bo dzieci nie uczą się poprzez wykłady, moralne pogadanki i regulaminy, ale przez przebywanie i obserwowanie ważnych dla siebie dorosłych. Dlatego nie martw się tym, że dziecko cię nie słucha, tylko tym, że cały czas cię obserwuje 😉